Petra, dzień drugi
Czwartek rozpoczęliśmy od zwiedzania Małej Petry (Little Petra). Położona jest ze dwadzieścia kilometrów na północ. Podjechaliśmy taksówką, ponieważ dalszą drogę aż do hotelu wieczorem, mamy przejść pieszo.
Zdaniem niektórych, kolejność poznawania dolin powinna być odwrotna, ponieważ po obejrzeniu właściwej Petry, ta Mała rozczarowuje. Nie nas. Jest równie zachwycająca, choć rzeczywiście kompaktowa. Za to jest tu spokojnie, nie ma ludzi.
Na końcu wąwóz przechodzi w stromą wąską ścieżkę, gdzie trzeba przecisnąć się między skałami. Co ujrzymy dalej, wcześniej zapowiada po angielsku mały drogowskaz jako „najpiękniejsze miejsce na ziemi”. Myślę, że poznaliśmy osobę, która tak właśnie uważa, i ma rację. Przeszliśmy przez sklepik z pamiątkami i wyszliśmy na taras nad dolinką. Kobieta, która poczęstowała nas herbatą, ubrana była w tradycyjny strój arabski, twarz miała osłoniętą. Niebieskie oczy i europejskie rysy wokół nich. Dobrze mówiła po angielsku. Mieszka w wiosce poniżej. O więcej nie wypadało mi pytać.
Powrót Przez Małą Petrę.
Z Małej Petry do Petry właściwej prowadzi szlak 13 km.
Łączy się z kompleksem Petry przy Ad-Deir, Monastyrze (na mapce: najbardziej północny nr 6).
W porę dowiedziałem się, że ze względu na remont, wstęp na szlak wymaga specjalnego zezwolenia wystawianego przez Jordan Trail, które zawczasu otrzymaliśmy. I zadziałało.
Początkowo droga prowadziła szeroką doliną pomiędzy szałasami pasterzy i polami uprawnymi.
Widać, że już jest po orce. Rolnictwo to tu niełatwy kawałek chleba.
Po pewnym czasie, po minięciu posterunku kompleksu Petra, wspięliśmy się na wierzchołek, po czym weszliśmy do wąwozu, w którym stopnie prowadziły nas to w dół, to w górę.
Półka skalna tuż przed wzniesieniem była najpiękniejszym chyba miejscem na szlaku tego dnia.
Na północ od ostatniego z grobowców, ścieżka zakręca i schodami pnie się do góry. Nazywa się Al-Khubtha Trail. Bez wylotu. Wraca się tą samą drogą. Szlak zoowiadał się pięknie.
Według mapy powinniśmy jednak zaplanować na jego przejście 2,5-3 h. Nie mieliśmy tyle. Oprócz tego czuliśmy już zmęczenie. Czas wracać.
Ale to nie koniec tego dnia. Wracamy wieczorem. Petra by night.
Zdaniem niektórych, kolejność poznawania dolin powinna być odwrotna, ponieważ po obejrzeniu właściwej Petry, ta Mała rozczarowuje. Nie nas. Jest równie zachwycająca, choć rzeczywiście kompaktowa. Za to jest tu spokojnie, nie ma ludzi.
Na końcu wąwóz przechodzi w stromą wąską ścieżkę, gdzie trzeba przecisnąć się między skałami. Co ujrzymy dalej, wcześniej zapowiada po angielsku mały drogowskaz jako „najpiękniejsze miejsce na ziemi”. Myślę, że poznaliśmy osobę, która tak właśnie uważa, i ma rację. Przeszliśmy przez sklepik z pamiątkami i wyszliśmy na taras nad dolinką. Kobieta, która poczęstowała nas herbatą, ubrana była w tradycyjny strój arabski, twarz miała osłoniętą. Niebieskie oczy i europejskie rysy wokół nich. Dobrze mówiła po angielsku. Mieszka w wiosce poniżej. O więcej nie wypadało mi pytać.
Z Małej Petry do Petry właściwej prowadzi szlak 13 km.
Łączy się z kompleksem Petry przy Ad-Deir, Monastyrze (na mapce: najbardziej północny nr 6).
W porę dowiedziałem się, że ze względu na remont, wstęp na szlak wymaga specjalnego zezwolenia wystawianego przez Jordan Trail, które zawczasu otrzymaliśmy. I zadziałało.
Początkowo droga prowadziła szeroką doliną pomiędzy szałasami pasterzy i polami uprawnymi.
Widać, że już jest po orce. Rolnictwo to tu niełatwy kawałek chleba.
Po pewnym czasie, po minięciu posterunku kompleksu Petra, wspięliśmy się na wierzchołek, po czym weszliśmy do wąwozu, w którym stopnie prowadziły nas to w dół, to w górę.
Półka skalna tuż przed wzniesieniem była najpiękniejszym chyba miejscem na szlaku tego dnia.
Za zakrętem miła niespodzianka. „Take a brake”, powiedzieli młodzi chłopcy, proponując herbatę. Znakomity pomysł. Piękne miejsce.
Rewanżując się za herbatę, Małgosia wybrała z oferowanych przez chłopców pamiątek, małego drewnianego wielbłąda.
Jeszcze ze dwadzieścia minut i widzimy słynny Ad-Deir, Monastyr. Prawie wszyscy docierają do niego od strony Petry, pokonując ponoć 800 stopni. I wracają tą samą drogą.
Odpoczynek na wzniesieniu na przeciwko.
Teraz 800 stopni w dół. I znowu jesteśmy na dnie doliny.
Lunch tam, gdzie poprzedniego dnia. Popołudniowe słońce pięknie podświetla wejścia do grobowców.
Tym razem podchodzimy, aby obejrzeć je z bliska i zajrzeć do środka.
Na północ od ostatniego z grobowców, ścieżka zakręca i schodami pnie się do góry. Nazywa się Al-Khubtha Trail. Bez wylotu. Wraca się tą samą drogą. Szlak zoowiadał się pięknie.
Według mapy powinniśmy jednak zaplanować na jego przejście 2,5-3 h. Nie mieliśmy tyle. Oprócz tego czuliśmy już zmęczenie. Czas wracać.
Ale to nie koniec tego dnia. Wracamy wieczorem. Petra by night.









































Komentarze
Prześlij komentarz